Lifestyle

Media a efekt Wertera

O dwóch wypadkach w jednym z warszawskich centrów handlowych, które najprawdopodobniej były samobójstwami, rozpisywały się wszystkie główne media w kraju. Niektórzy internauci nie mają wątpliwości, że to właśnie one ponoszą odpowiedzialność za drugą tragedię. Takie postawienie sprawy byłoby jednak dużym uproszczeniem.

Karol Górski

25.11.2021 

Ilustracja: Aleksandra Ołdak

Nie przekazuję tu żadnej nowej informacji, tylko traktuję jako punkt wyjścia do dalszych rozważań tragedie, o których usłyszała już cała Polska. Wydaje mi się więc, że mogę z czystym sumieniem darować sobie ukrywanie szczegółów. Mam oczywiście na myśli tragiczne zdarzenia, do których doszło na przełomie października i listopada w Złotych Tarasach. Przypomnijmy: 28 października około 40-letni mężczyzna spadł ze schodów ruchomych na poziomie czwartym na posadzkę pięć kondygnacji niżej, w wyniku czego zginął na miejscu. 3 listopada w tym samym miejscu zginęła kobieta w podobnym wieku. Nagrania z monitoringu wskazują, że w obu przypadkach było to samobójstwo.

Dlaczego pierwsza z tych osób zdecydowała się na ten desperacki krok akurat w Tarasach – tego nie wiemy i pewnie nigdy się już nie dowiemy. Ale już w przypadku drugiego samobójstwa można dostrzegać wpływ tej pierwszej tragedii. Dodajmy, że w ciągu ostatnich tygodni do podobnych zdarzeń doszło również w szczecińskim centrum handlowym Galaxy. Z dużej wysokości rzuciła się tam 13-letnia dziewczynka. Nie przeżyła. Miało to miejsce dzień przed drugim z samobójstw w Złotych Tarasach. Trzy tygodnie później, także w Szczecinie, na swoje życie targnął się około 35-letni mężczyzna. Jego również nie udało się uratować. Mowa więc o prawdziwej serii. Serii wydarzeń ze sobą powiązanych.

Wszystkiemu winien jest… Goethe?

Teoria, wedle której sensacyjne doniesienia na temat samobójstw – zwłaszcza tych „efektownych” – mają napędzać falę kolejnych podobnych tragedii, funkcjonuje w literaturze naukowej od prawie 50 lat. W latach 70. amerykański socjolog David Philips opisał to zjawisko jako tzw. efekt Wertera. Nazwa ta pochodzi od nazwiska tytułowego bohatera słynnej powieści Goethego, który pod koniec historii strzela sobie w głowę. Naukowcy wykazali, że po publikacji powieści, czyli w XVIII wieku, odnotowano znaczący wzrost liczby samobójstw inspirowanych desperackim czynem nieszczęśliwie zakochanego bohatera.

Według założeń teorii stanowiącej bazę efektu Wertera, nagłośnienie w mediach prób samobójczych może w niedługim czasie doprowadzić do wzrostu liczby samobójstw. Motorem napędowym działań kolejnych desperatów może być np. odebranie sobie życia przez kogoś rozpoznawalnego czy tragedia wyjątkowo – znów muszę uciec się do słowa w tym kontekście niefortunnego – spektakularna. Do drugiej z tych kategorii niewątpliwie zaliczało się samobójstwo w Złotych Tarasach.

Samobójstwa inspirowane

Potencjalnych samobójców przyciągać mają również desperackie kroki członków małych społeczności, wewnątrz których funkcjonują – ich krewnych albo kolegów z pracy czy szkoły. Zjawisko to jest zakorzenione w szerszym terminie opisanym przez psychologów – konformizmie społecznym, czyli mechanizmie polegającym na powielaniu zachowań innych, zwłaszcza przy braku dostępu do informacji pozwalających zgłębić zagadnienie we własnym zakresie. Fala samobójstw „inspirowanych” nie jest może bezpośrednim efektem dokładnie takiego rozumowania, ale wciąż mamy do czynienia z kopiowaniem działań innych.

Istnienie samego efektu Wertera trudno podważać – doniesienia, zwłaszcza te sensacyjne, o samobójstwach w miejscach publicznych z pewnością mogą nasuwać konkretny sposób działania tym, którzy rozważają odebranie sobie życia. Pytanie jednak, czy kompletne pomijanie tego tematu w mediach nie byłoby naiwnym zakłamywaniem rzeczywistości. I czy w ogóle miałoby jakiś sens.

Nagonka internautów

Po fali samobójstw w polskich galeriach handlowych w komentarzach pod artykułami na ten temat rozgorzała debata dotycząca wpływu medialnych informacji na kolejne tragedie. W gruncie rzeczy trudno to nawet nazwać debatą – większość komentujących stwierdziła wprost, że dziennikarze piszący o takich zdarzeniach są za to współodpowiedzialni. W kilku miejscach znalazłem powtarzające się stwierdzenie, że media mają krew na rękach. A to już moim zdaniem gruba przesada.

Choć dyskutujemy na trudny temat, nie zapominajmy mimo wszystko o kwestii dziennikarskiej rzetelności. Główną funkcją mediów jest – przynajmniej w założeniu – informowanie o bieżących wydarzeniach. Kiedy dochodzi do śmiertelnego wypadku w galerii handlowej w samym centrum Warszawy, nie można przejść obok tego obojętnie. A kiedy policja ustala, że prawdopodobnie było to samobójstwo, utrzymywanie, że zdarzył się niefortunny wypadek, byłoby niepoważne. I jasne jest, że jeśli stawką jest ludzkie życie, to rzetelność dziennikarska musi zejść na drugi plan. Tyle że powiązanie puszczenia w obieg informacji o takim zdarzeniu z kiełkowaniem myśli o samobójstwie u innej osoby nie jest takie proste. No bo co w tym kontekście znaczy „zainspirować”? Skłonić osobę nierozważającą wcześniej samobójstwa do jego popełnienia? Ostatecznie przekonać wahającego się do podjęcia takiego kroku? Zasugerować komuś, kto jest już zdecydowany na odebranie sobie życia, sposób na odejście z przytupem? Zbyt delikatny to grunt, żebym pokusił się o jednoznaczną odpowiedź na którekolwiek z tych pytań. Ale jednocześnie za dużo jest tu niejasności, aby linczować spełniające przecież swój obowiązek media i pisać o jakiejś krwi na rękach.

Inna sprawa, że informując o zdarzeniach, które wyglądają na samobójstwo, dziennikarze powinni zachować szczególną ostrożność. Przekazywać tylko potwierdzone fakty, unikać własnych przypuszczeń oraz sensacyjnych opisów metody samobójcy. Wskazówki te umieszczono nawet w dokumencie autorstwa zespołu roboczego ds. prewencji samobójstw i depresji, który działał przy Ministerstwie Zdrowia. I choć zdarzają się niechlubne wyjątki, to jednak większość mediów stosuje się do tych zaleceń.

Sensacyjne doniesienia o samobójstwach w miejscach publicznych mogą zwiększać skalę tego zjawiska. Jednak czy pomijanie tego tematu w mediach jest rozwiązaniem problemu?

Karol Górski

Czytaj Więcej

Screenshot_4
CUKROGOŚĆ W DOM, CUKIER Z SZAFY
My, Polacy, jesteśmy tacy gościnni, że mamy na to przysłowie: gość w dom, Bóg w dom. Wiadomo...
Z_ziemi_mlekiem_i_miodem
Z ziemi mlekiem i miodem płynącej do Polski
Wielkimi krokami zbliża się 19. już edycja Festiwalu Warszawa Singera. W tym roku po raz...
DADD0FF1-1239-42D0-A3D2-5C01774B8447
If I were a Piekarnia in Warsaw
Ciekawe, czy jako dziecko Jurek umiał grać w chowanego. W końcu jego dzieciństwo nie trwało...
590_9983
Grać w chowanego ze śmiercią. "Kryjówki" Natalii Romik
Ciekawe, czy jako dziecko Jurek umiał grać w chowanego. W końcu jego dzieciństwo nie trwało...
matkapolka_1
Matka Polka też człowiek – czyli o tym, że macierzyństwem można być zmęczonym
Są takie dni, kiedy chowam się pod kołdrę, gaszę światło i po prostu płaczę. Mam wtedy ochotę...
Chagall_MNW_fot_Bartosz_Bajerski_Muzeum_Narodowe_w_Warszawie_03
Mit ale zibn finger. Powrót Marca Chagalla do Polski
Wskrzeszony w powieści amerykańskiej pisarki Dary Horn i zapytany o sens swojego dzieła...
PROM_V2
Lato w Promie
Wiosna… Wciąż jeszcze wiosna. Ale już niebawem Ziemia maksymalnie wychyli się w kierunku...
Czlowiek_antykwariat_V2
Rzeka podziemna
Wiadomość, że naukowcy szykują się do odkopania na Żoliborzu rzeki Drny, płynącej niegdyś...