Kultura

Kto napisze historię łez?

Czy napiszesz ją ty, czy ktoś napisze ją za ciebie? Ile ich będzie? Jedna? A może będą ich tysiące? Pytania o to, czyje to będą historie, nie trzeba stawiać. Będą to historie kobiet. Wystawę pt. „Kto napisze historię łez. Artystki o prawach kobiet” można oglądać w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie do 13 lutego.

Oktawia Wrzesień

13.12.2021 

Ilustracja: Aleksandra Ołdak

Tę wystawę warto zobaczyć. Powinno się ją zobaczyć. A może bardziej właściwie byłoby powiedzieć, że powinno się ją przeżyć. Gdy otwierałam drzwi wejściowe do muzeum, czułam gniew i pewność co do swoich przekonań oraz tego, że ta sztuka może zmienić rzeczywistość. Czułam, że każdy po jej zobaczeniu będzie gotowy do walki o prawa kobiet. Otwierając drugie drzwi – drzwi wystawy, za którymi stanęłam otulona czerwienią zasłony zwisającej spod sufitu aż po sam dół, z wyodrębnionymi ośmioma wejściami do pokoi – poczułam się mniej pewnie. Chodząc z jednego pomieszczenia do kolejnego, zaczynałam czuć bezsilność. A myśli, które piętrzyły się jedna po drugiej, były pytaniami bez odpowiedzi.

Gdy wychodziłam z wystawy, towarzyszyła mi tylko jedna refleksja. Chciałam przytulić wtedy każdą kobietę w każdym miejscu świata. Wysłuchać historii tych, które cierpią, bo zostało im odebrane podstawowe prawo do decydowania o własnym ciele. O wystawie można dyskutować, pisać artykuły, wymieniać zdania i opinie, ale przede wszystkim trzeba zmierzyć się z emocjami, które zaczynają żyć w nas po jej zobaczeniu. Są one kluczowe w kontekście wystawy, ale i współodczuwania w ogóle.

Wystawa, która jest głosem kilkudziesięciu artystek i kilku grup artystycznych, snuje opowieść o kobiecym ciele. Przedstawia problem, z którym kobiety mierzą się w krajach, w których represyjne prawo nie pozwala im decydować o sobie. Prace, które można zobaczyć na wystawie, odnoszą się do wydarzeń między innymi z Polski, Hiszpanii, Irlandii, Argentyny, USA, Portugalii. Tytuł nawiązuje do pracy amerykańskiej artystki konceptualnej Barbary Kruger, która często używa techniki czarno-białej fotografii połączonej z biało-czerwonym tekstem.

Scenografia również nie jest przypadkowa. Bazuje na wystawie „Womanhouse” (Dom kobiet) z 1972 r. autorstwa niemieckiej architektki Johanny Meyer-Grohbrügge, która miała miejsce w Stanach Zjednoczonych i uznawana jest za jedną z pierwszych wystaw sztuki feministycznej. „Grupa studentek Kalifornijskiego Instytutu Sztuki (CalArts) wyremontowała przeznaczoną do wyburzenia kamienicę w Los Angeles i, pod okiem swoich profesorek Judy Chicago i Miriam Schapiro, zamieniła ją w surrealistyczną, przesączoną erotyką i humorem instalację artystyczną odpowiadającą różnym sferom życia kobiet. Meyer-Grohbrügge tę domową przestrzeń monumentalizuje, a miękka, stworzona z tkanin architektura przybiera kształt waginy, początku świata” – możemy przeczytać na stronie Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Wszystko to udało się oddać na wystawie: waginalny kształt, czerwone monumentalne płótno zwisające spod sufitu, no i osiem wejść do pokoi, w których znajdują się eksponaty. W centralnej części znajdują się sylwetki 63 osób. To instalacja argentyńskiej artystki Marieli Scafati o tytule „Mobilizacja”. Jak opowiedział mi Cezary Wierzbicki, opiekun publiczności w Muzeum, artystka zdecydowała, by postaci niejako odpoczywały i ładowały energię. 63 kolorowe osoby, które leżą na podłodze, przyjmując różne pozycje, są odpowiednikami jej przyjaciół i znajomych, którzy angażują się w dyskurs związany z prawem kobiet.

Teraz już pierwsze drzwi, a za nimi między innymi linoryt na papierze „Przerwane macierzyństwo” Teresy Jakubowskiej. Jest też „Brzemię” Teresy Tyszkiewicz. „Forma brzemiennego brzucha nakłuwana jest szpilkami, charakterystycznym elementem w twórczości artystki, generującym wrażenie bólu. Obecny jest również kolor złoty, o znanej z historii sztuki symbolice sakralnej” – czytamy na wystawie.

Kolejne drzwi to Rachel Fallon i jej „Fartuchy mocy”. Są to eksponaty, które były wykorzystane podczas marszów Kampanii Artystek na Rzecz Zniesienia 8. Poprawki. Na wystawę w Warszawie Fallon wykonała nowy fartuch, który jest symbolicznym gestem dla Polek. Wykorzystała popularne na polskich ulicach hasło „Za wolność naszą i waszą”. Prócz „Fartuchów mocy” w sali znajdują się dziesiątki transparentów i zdjęć, które zostały wykonane podczas Strajków Kobiet. Wizualne eksponaty zostały udostępnione przez Archiwum Protestów Publicznych.

Kolejne pomieszczenie zachwyca barwą zieleni. Wypełnia ona cały pokój. To praca brazylijskiej artystki Luizy Prado de O. Martins. „Gdy płomienie pochłaniały rzekę” to wideoesej, którego główną bohaterką jest ayoowiri – roślina rosnąca na tropikalnych terenach obu Ameryk. Napar z tej rośliny często używany był jako środek antykoncepcyjny, a w silniejszych dawkach działał jak środek poronny. Był przede wszystkim sprzeciwem wobec kolonialistów – kobiety nie chciały rodzić przyszłych niewolników.

Kolejne pokoje to między innymi prace amerykańskiej feministycznej grupy artystycznej Guerrilla Girls, która pokazuje, jak zmieniało się podejście do praw reprodukcyjnych kobiet. Grupa przekornie żąda powrotu do „tradycyjnego podejścia w kwestii aborcji”, podkreślając, że przed rokiem 1869 Kościół katolicki dopuszczał aborcję w pierwszych tygodniach ciąży. Praca, obok której nie sposób przejść obojętnie, to „W miasto” Anny Janczyszyn-Jaros. Jest to dokumentacja performance’u, w którym artystka czołga się po ulicach Krakowa. Performance był odpowiedzią na uchwalenie ustawy ograniczającej prawo do aborcji w 1993 r.

Na koniec praca, która uruchomiła najwięcej emocji. To dzieło Weroniki Wysockiej pt. „Najdrobniejszy pył”. Wideo sprawia, że człowiek przez dwie minuty stoi jak zahipnotyzowany. Na ekranie w zbliżeniach aktywistka i pisarka Katarzyna Bartkowska. I tekst, który w połączeniu z obrazem sprawia, że ciało zastyga. Praca jest ukłonem artystki w stronę kobiet walczących o swoje prawa w Polsce. Zachęcam, by pójść na wystawę i zobaczyć te zbliżenia, które tak niesamowicie współgrają z tekstem poematu. Zobaczyć kobiece ciało w tak czułym przypatrywaniu się, poczuć siłę tego przekazu.

„Mamy jeszcze bardzo wiele do zrobienia, jednak spojrzenie w przeszłość na to, ile już osiągnęłyśmy, naprawdę podtrzymuje na duchu. Oto droga. Być może ma tysiąc mil, ale kobieta, która nią idzie, bynajmniej nie znajduje się dopiero na początku. Trudno mi powiedzieć, jak daleko musi jeszcze zajść, ale wiem, że mimo wszystko nie zawróci” – ten cytat z książki „Mężczyźni objaśniają mi świat” Rebekki Solnit w przekładzie Anny Dzierzgowskiej pokazuje, że pokoleniowa praca daje efekty. Niech nowy rok przyniesie nam nowe nadzieje i nową energię. Jeśli ta umowna granica końca i początku dla wielu jest czasem nowych postanowień i zmian, to niech będą to zmiany przewrotne, świadome, dojrzałe i odważne. Niech będą to zmiany pachnące wolnością.

Czytaj Więcej

matkapolka_1
Matka Polka też człowiek – czyli o tym, że macierzyństwem można być zmęczonym
Są takie dni, kiedy chowam się pod kołdrę, gaszę światło i po prostu płaczę. Mam wtedy ochotę...
Chagall_MNW_fot_Bartosz_Bajerski_Muzeum_Narodowe_w_Warszawie_03
Mit ale zibn finger. Powrót Marca Chagalla do Polski
Wskrzeszony w powieści amerykańskiej pisarki Dary Horn i zapytany o sens swojego dzieła...
PROM_V2
Lato w Promie
Wiosna… Wciąż jeszcze wiosna. Ale już niebawem Ziemia maksymalnie wychyli się w kierunku...
Czlowiek_antykwariat_V2
Rzeka podziemna
Wiadomość, że naukowcy szykują się do odkopania na Żoliborzu rzeki Drny, płynącej niegdyś...
granica
Gdzie jest granica pomocy?
24 lutego, godzina 8.30. Dzwoni budzik. Kolejny zwykły dzień. Wstaję z łóżka, włączam czajnik...
ciastko
Za garść ciastek z miodem
Ten tekst zrodził się z miłości do amerykańskiej prerii, chmurnego spojrzenia Clinta Eastwooda...
Niedyskretna_egeria_V1
Niedyskretna Egeria
A przy tym zaklinaczka czasu i stenografka uczuć. Jedna z dziedzin sztuk pięknych. Wyraża...
Inaczej_o_milosci
Inaczej o miłości
Wywiad z Adrianem Luzarem, reżyserem i założycielem Teatru Inaczej W sierpniu 2021 roku...