Felieton

Gdzie jest granica pomocy?

24 lutego, godzina 8.30. Dzwoni budzik. Kolejny zwykły dzień. Wstaję z łóżka, włączam czajnik z wodą, zaparzam sobie kawę. Szybka poranna toaleta i znowu zerkam na zegarek – 8.50. Mam jeszcze dziesięć minut, zanim rozpocznę pracę. Sięgam po telefon i piszę do koleżanki, bo miałyśmy iść dzisiaj razem na siłownię. Dobrze, jesteśmy umówione. To może jeszcze szybkie przejrzenie wiadomości w internecie. Wchodzę, czytam i już wiem, że ten dzień nie będzie taki jak zawsze.

Martyna Pacholak

09.04.2022 

Ilustracja: Aleksandra Ołdak

Siedzę wieczorem w domu. Czekam na przyjaciela. Mamy iść coś zjeść, oderwać na chwilę głowę od tego, co dzieje się obok. Nagle dzwoni telefon. Moja znajoma z siłowni. – Martyna, brakuje nam ludzi. Zbieramy rzeczy dla osób z Ukrainy. Musimy wszystko przeliczyć i popakować. Jest nas tylko piątka. Pracy może być na całą noc. Pomożecie? – pyta. No pewnie, że pomożemy. Wsiadamy w samochód i jedziemy. Na miejscu jesteśmy po około godzinie. Wchodzimy do środka. Tłum ludzi krząta się po hali. – Pampersy! Czy macie pudełko z pampersami? – ktoś krzyczy. – Wszystkie leki proszę do mnie! Tam zbieramy tylko jedzenie – woła inna osoba. – Przecież miała być was tylko piątka – mówię zdziwiona do koleżanki. – Tak, ale ktoś wstawił post na Facebooka i się rozeszło – odpowiada. Pomieszczenie jest pełne. Każdy do każdego się uśmiecha, ale w oczach widać to samo zmartwienie. Wszyscy są skupieni. „Daj, pomogę ci”. Jakiś mężczyzna zabiera ciężkie pudełko z rąk młodej dziewczyny. „Dzięki, tam są jeszcze dwa. Mógłbyś je wziąć? A ja pójdę przygotować następne”. „Tak, nie ma problemu, idź”. Chwilę się rozglądam, a potem razem z moim przyjacielem zdejmujemy kurtki i zabieramy się do pracy.

„Matka z trójką małych dzieci będzie w Polsce za dwa dni. Czy ktoś miałby wolne mieszkanie dla niej? To moja przyjaciółka z Ukrainy” – czytam w internecie. Dzwonię rano do znajomej, niedawno zmarła jej babcia i musi coś zrobić z mieszkaniem. – Właśnie miałam wstawić ogłoszenie, żeby je sprzedać. Planowałam kupić sobie za nie kawalerkę, ale daj mi numer do tej pani. Ja mam gdzie mieszkać, więc mogę jeszcze się wstrzymać. Tylko jest tam jedynie łóżko… Ale poczekaj, zapytam Piotrka, bo wspominał, że kupują z Martą nową kanapę. Może jeszcze nie wyrzucili starej – mówi. Wieczorem mieszkanie jest gotowe do przyjęcia nowej rodziny. Kanapa Piotrka stoi pod oknem. Trzeba było zrobić małe przemeblowanie, ale dobrze to wygląda. Moja znajoma kupiła nawet kilka kwiatków, ładnych obrazków i zabawek dla dzieci, żeby było choć odrobinę przyjemniej. – Zostawiłam też pełną lodówkę. Powinno wystarczyć na kilka dni. W garnku jest świeżo zrobiony rosół, żeby mieli coś jutro na obiad, jak przyjadą – opowiada przez telefon. Cieszy się, że mogła pomóc, a ja cieszę się razem z nią.

Jest czwartek. Siedzę w pociągu i jadę z siostrami do Krakowa. Po dwóch godzinach dojeżdżamy na miejsce. Na peronie widać mnóstwo ludzi. Część z nich leży na podłodze, część siedzi na ławce ze wzrokiem wbitym w podłogę. Chciałybyśmy pomóc, ale nie ma jak. Muszą czekać. Dochodzimy do wynajętego mieszkania. Jest godzina 23. „To co, cytrynówka na Okrąglaku?”. „Tak, chodźmy”. Opuszczamy budynek. Po dwudziestu minutach siedzimy już w barze. Jest miło. Cieszymy się, że mamy możliwość spędzenia tego czasu razem, w spokoju, bez strachu. W środku oprócz nas siedzi może jeszcze sześć innych osób. Potem wchodzi jakiś mężczyzna, a z nim dwie młode dziewczyny. Zajmują stolik obok. Rozmawiam z siostrami o tym, co będziemy robić jutro. Przydałoby się wstać trochę wcześniej i zwiedzić okolicę. Z drugiej strony przyjechałyśmy przecież odpocząć. Nieważne, pomyślimy o tym rano. „Jeszcze po jednym?”. „Tak, ja kupię”.

Patrzę na zegarek. Jest chwila po północy. Ubieramy się i wychodzimy na zewnątrz. Jeszcze tylko szybki papieros i możemy iść do domu. Stoimy przed barem. Otwierają się drzwi. Wychodzi mężczyzna z dwiema młodymi dziewczynami, których widziałyśmy piętnaście minut wcześniej. Jedną z nich obejmuje i całuje w policzek. Ja ich nie zauważam, ale moje siostry tak. „Coś jest nie tak”. Przyglądamy się całej trójce. Jedna z dziewczyn słania się na nogach. – Wszystko w porządku? – pytamy. Zaczyna się dyskusja. Mężczyzna szybko staje się w stosunku do nas agresywny. Zabieram więc dziewczyny na bok. – Nie chciałyśmy nigdzie wychodzić – mówi z zakłopotaniem jedna z nich. – Ale głupio tak odmówić. Dzięki niemu moja rodzina ma dach nad głową – dodaje. Pochodzą z Ukrainy. Siedzimy na schodach i staramy się ocucić jej koleżankę, która po chwili wymiotuje.

W tym samym czasie moje siostry nadal rozmawiają z tamtym mężczyzną. Przyłączają się kolejne osoby. – W moich mieszkaniach przebywają dwie ukraińskie rodziny, ile takich rodzin macie u siebie, co? – wykrzykuje. Zamawiam dziewczynom taksówkę, żeby mogły wrócić do domu, bez niego. Mężczyzna orientuje się i łapie jedną z nich za rękę. Nie chce puścić. Ktoś musiał wezwać policję, bo pojawia się patrol. Rozmawiają z każdym po kolei. „Chcemy tylko bezpiecznie wsadzić te dwie dziewczyny do taksówki. Mogą nam panowie pomóc?”. Policja sprawdza ich dowody. – Nic nie zrobimy. Są pełnoletnie, poradzą sobie – mówi jeden z funkcjonariuszy. Każą nam się rozejść. Dziewczyny wracają więc do domu, a razem z nimi agresywny mężczyzna. Zanim odejdą, bierzemy jeszcze od nich numer telefonu. „Napiszcie, jak będziecie na miejscu”. Stoimy jeszcze chwilę i my też wracamy do siebie. Złe i zmęczone siadamy na kanapie. Pijemy świeżo zaparzoną herbatę. Czekamy. Za chwilę pojawia się wiadomość. Wysłały swoje zdjęcie. Są bezpieczne. Idziemy spać.

Z niemałym wzruszeniem i podziwem patrzyłam na to, jak w ciągu jednego dnia dziesiątki tysięcy osób odłożyło na bok swoje sprawy i zaangażowało się w pomoc obcym ludziom. Organizowali zbiórki, zbierali pieniądze, udostępniali pokoje, a nawet całe mieszkania i zapraszali do swojego życia kogoś, o kogo istnieniu jeszcze wczoraj nie mieli pojęcia. Z dumą mogę powiedzieć, że egzamin z człowieczeństwa Polacy zdali na piątkę. Trzeba jednak pamiętać, że pomagać też trzeba umieć. Wszyscy znaleźliśmy się w sytuacji, która jest dla nas nowa i nie każdy potrafi się w niej odnaleźć. Dobrze jest móc opowiedzieć o zbiórkach, na które się wpłaciło pieniądze, o zakupach, które się zrobiło i podarowało, albo o dziesiątkach własnoręcznie zapakowanych i wysłanych pudełek. Ale pomoc to nie wyścig ani licytacja o to, kto zrobił czy dał więcej. Pomoc to nie uzależnianie kogoś od siebie i stawianie w niekomfortowych sytuacjach. I pomoc to przede wszystkim nie wychodzenie na miasto, upijanie do nieprzytomności i całowanie. Po drugiej stronie jest człowiek, który w jednej chwili stracił wszystko. Z dnia na dzień znalazł się w obcym kraju, obcym mieście i w obcym mieszkaniu u obcej osoby. W takiej sytuacji raczej trudno jest powiedzieć „nie” komuś, kto zapewnił nam dach na głową, dlatego reagujmy i uświadamiajmy Polaków, co pomocą nie jest, a osoby z Ukrainy – że nie na wszystko muszą się zgadzać.

Czytaj Więcej

Z_ziemi_mlekiem_i_miodem
Z ziemi mlekiem i miodem płynącej do Polski
Wielkimi krokami zbliża się 19. już edycja Festiwalu Warszawa Singera. W tym roku po raz...
DADD0FF1-1239-42D0-A3D2-5C01774B8447
If I were a Piekarnia in Warsaw
Ciekawe, czy jako dziecko Jurek umiał grać w chowanego. W końcu jego dzieciństwo nie trwało...
590_9983
Grać w chowanego ze śmiercią. Kryjówki Natalii Romik
Ciekawe, czy jako dziecko Jurek umiał grać w chowanego. W końcu jego dzieciństwo nie trwało...
matkapolka_1
Matka Polka też człowiek – czyli o tym, że macierzyństwem można być zmęczonym
Są takie dni, kiedy chowam się pod kołdrę, gaszę światło i po prostu płaczę. Mam wtedy ochotę...
Chagall_MNW_fot_Bartosz_Bajerski_Muzeum_Narodowe_w_Warszawie_03
Mit ale zibn finger. Powrót Marca Chagalla do Polski
Wskrzeszony w powieści amerykańskiej pisarki Dary Horn i zapytany o sens swojego dzieła...
PROM_V2
Lato w Promie
Wiosna… Wciąż jeszcze wiosna. Ale już niebawem Ziemia maksymalnie wychyli się w kierunku...
Czlowiek_antykwariat_V2
Rzeka podziemna
Wiadomość, że naukowcy szykują się do odkopania na Żoliborzu rzeki Drny, płynącej niegdyś...
granica
Gdzie jest granica pomocy?
24 lutego, godzina 8.30. Dzwoni budzik. Kolejny zwykły dzień. Wstaję z łóżka, włączam czajnik...