Lifestyle Sport

Czym żyje Żoliborz

Ostatnio, jak co noc, zataczam kółka na rowerze po ulicach Żoliborza. Powietrze szybo pozbywa się ciepła, którego nabrało podczas wciąż nieśmiałych słonecznych godzin dnia. Wraca siarczysty mróz i kto może, chowa się do domu. Ale nie każdy chce. Niektórych niespokojne myśli zaprowadzą do któregoś z żoliborskich barów, w których weekend nie chce się skończyć. Ostatnio temat jest tylko jeden, jednak, jak wszyscy sobie po cichu przyznają, nie jest to nie powód, aby rezygnować z normalnego życia. I to normalne życie i jego normalna wyjątkowość dają o sobie znać.

Antek Kostrzewa

03.03.2022

Ilustracja: Antoni Kostrzewa

Puść kaczkę w weekend

Świat towarzysko-kolarski zelektryzowała wieść o powrocie nocnych wyścigów rowerowych. Od sukcesu, jakim okazał się wyścig wokół skweru AK „Żniwiarz”, organizatorzy Paweł, Jeremi i Mikołaj nie zwolnili tempa. Zanim kurz zdążył opaść po poprzednim wydarzeniu, nowo powstałe, ale jakby dobrze już znane Żoliborskie Towarzystwo Rowerowe ogłosiło rajd Tour De Canal. Organizatorzy całe przedsięwzięcie opisują na swojej stronie na Facebooku. W planach, tak jak poprzednio, są starty na dwa dystanse, ale także kiermasz z plakatami i koszulkami, z którego cały dochód zostanie przekazany fundacji Ocalenie.

Co jeszcze planują chłopcy? Postanowiłem to sprawdzić, zanim do reszty pochłonie ich organizacja przedsięwzięcia. Zostałem przez nich fantastycznie przyjęty w ich mobilnym biurze, w lokalizacji nie mniej oczywistej niż legendarny garaż podziemny pod pl. Wilsona. Z widokiem na serce dzielnicy po jednej i na wieże kościoła św. Kostki po drugiej, prezesi przedstawili mi swoją wizję. Rajd tym razem odbywa się nieco wcześniej, czym może zachęcić do udziału szerszą publiczność. Idea sportowej rywalizacji ma ustąpić nieco samej przyjemności spędzania czasu aktywnie i w towarzystwie lokalnej społeczności i przyjaciół. Chociaż organizatorzy sami przyznają, że to może okazać się trudne ze względu na duże zainteresowanie, to chcą, aby każdy uczestnik rajdu poczuł się jak zwycięzca.

Prócz prac artystów, które pojawią się na kiermaszu, wyróżnia się także sam projekt grafiki Tour de Canal, przygotowany przez Jeremiego. Wokół nieco jakby roztopionej kaczki (czy to efekty nielegalnego dokarmiania chlebem?) krążą sylwetki rozpędzonych rowerzystów. Pieniądze zebrane podczas wyścigu zostaną przekazane na pomoc osobom dotkniętym przez wojnę w Ukrainie. Start już niebawem, w sobotę 19 marca o godzinie 20.

Wrzawa o dzierżawę

Wyścigi rozpoczną się obok kultowego baru Piwosz, wszystkim znanym bliżej pod nazwą „U Araba”. To już kolejny lokal, po Prochowni w parku Żeromskiego, który przegrał walkę z urzędnikami mimo aktywnego wsparcia, nie tylko od mieszkańców Żoliborza. Lokale te na stałe wpisały się w krajobraz Żoliborza. Popularność zawdzięczały niezwykłemu położeniu – dzięki nim każdy spacer mogłem kiedyś umilić sobie jakimiś przekąskami, herbatą albo piwem, które przyciągało tłumy także po zachodzie słońca. Picie piwa w plenerze ma olbrzymie grono amatorów i jestem jednym z nich. Wiedzą o tym policjanci, którzy z latarkami patrolują park Żeromskiego, psując randki i stresując spacerujących.

Obrońcy lokali mówią o przerwaniu tradycji, wymazaniu z mapy miasta miejsc, które łączyły mieszkańców. Miasto broni się przepisami, według których miejsca te mogą zmieniać właścicieli co trzy lata. O sytuacji wypowiadają się jednak także właściciele innych żoliborskich pijalni. Zwracają uwagę, że dotychczas bary te, jak święte krowy, korzystały ze specjalnych praw. Mówi się o bardzo niskim czynszu, jaki płaciła kawiarnia Prochownia, zupełnie niewspółmiernym do zysków, jakie generowała chociażby w jeden letni weekend. Dodatkowo, kiedy inne warszawskie bary płaciły krocie za swoje ogródki piwne, ogrodem piwnym Prochowni stawał się nieformalnie cały park.

Pamiętam, kiedy jeszcze jako nastolatka do kawiarni naprzeciwko Fortu Sokolnickiego wabiły mnie nocami głośne odgłosy imprez. Prochownia przez lata testowała na mieszkańcach Żoliborza granice ich wytrzymałości. Imprezy przeobraziły się z czasem w silent disco, pojawiły się toi toie przyozdobione wojskowym kamuflażem, a ścieżki wydeptane wokół baru zasłoniły tabliczki z ostrzeżeniami. Najwidoczniej urzędnicy liczą, że wraz z kresem kawiarni zakończą się wszystkie te ekscesy, lub zauważyli, że mogą na nich nieźle zarobić. Niezależnie od powodów przewiduję, że bary Prochownia i U Araba wyznaczyły trendy, które kolejne kopie tych kultowych miejsc będą starały się powielać. Z jakim skutkiem? Niedługo się przekonamy.

Bejom won

Siła wyższa, która zabawia się emocjami żoliborzan, nie może sobie pozwolić na nudę. Niedawno przy pl. Wilsona doszło do subtelnej z pozoru zmiany. Restauracja Amrit została zastąpiona konkurencyjnym Kebab Kingiem. Zmianę tę odnotował między innymi tajemniczy, mówiący jakby głosem podziemi Żoliborski Komitet Sąsiedzki: „Zakończył też działalność Amrit Kebab (sprzedawano tam piwo). Już za parę tygodni ochlapusy liczące na tani napitek będą musiały obejść się z pyszna. […] W inteligenckim Żoliborzu nie chcemy żuli, lumpów, bejów, sztajmesów”. Wypowiedzi Komitetu, których raczej nie powinno się traktować zbyt poważnie, wydają się zainspirowane czarnymi charakterami takimi jak Riddler z nowego „Batmana” mszczący się na mieście Gotham za jego zbrukaną moralność. Jakby na przekór temu niedaleko placu otworzył się nowy lokal: Restauracja J: Stary Żoliborz, w której w przystępnej cenie można dostać półlitrowego drinka z aperolem i wypić go w otoczeniu pięknych przykładów nowoczesnego polskiego wzornictwa.

Komitet skłonił mnie do przemyśleń nad moją własną tożsamością bejowską. Czy jestem bejem? Tak! I to w głowach bejów takich jak ja kipi od pomysłów na spożytkowanie energii drzemiącej w Żoliborzu. Czy tego chcecie, czy nie, beje będą tworzyć, burzyć i wywracać tę naszą małą oazę spokoju. Na niebie na próżno więc wypatrywać znaku nietoperza, wzywającego strażnika sprawiedliwości. Wsiadam na rower i jadę przed siebie, zastanawiając się, czym jeszcze zaskoczy mnie miasto. Zresztą muszę trenować, bo na Tour de Canal pojawią się zapewne wyśmienici zawodnicy. Do zobaczenia w sobotę!

Antek Kostrzewa

Czytaj Więcej

Z_ziemi_mlekiem_i_miodem
Z ziemi mlekiem i miodem płynącej do Polski
Wielkimi krokami zbliża się 19. już edycja Festiwalu Warszawa Singera. W tym roku po raz...
DADD0FF1-1239-42D0-A3D2-5C01774B8447
If I were a Piekarnia in Warsaw
Ciekawe, czy jako dziecko Jurek umiał grać w chowanego. W końcu jego dzieciństwo nie trwało...
590_9983
Grać w chowanego ze śmiercią. Kryjówki Natalii Romik
Ciekawe, czy jako dziecko Jurek umiał grać w chowanego. W końcu jego dzieciństwo nie trwało...
matkapolka_1
Matka Polka też człowiek – czyli o tym, że macierzyństwem można być zmęczonym
Są takie dni, kiedy chowam się pod kołdrę, gaszę światło i po prostu płaczę. Mam wtedy ochotę...
Chagall_MNW_fot_Bartosz_Bajerski_Muzeum_Narodowe_w_Warszawie_03
Mit ale zibn finger. Powrót Marca Chagalla do Polski
Wskrzeszony w powieści amerykańskiej pisarki Dary Horn i zapytany o sens swojego dzieła...
PROM_V2
Lato w Promie
Wiosna… Wciąż jeszcze wiosna. Ale już niebawem Ziemia maksymalnie wychyli się w kierunku...
Czlowiek_antykwariat_V2
Rzeka podziemna
Wiadomość, że naukowcy szykują się do odkopania na Żoliborzu rzeki Drny, płynącej niegdyś...
granica
Gdzie jest granica pomocy?
24 lutego, godzina 8.30. Dzwoni budzik. Kolejny zwykły dzień. Wstaję z łóżka, włączam czajnik...